Najnowsza ekranizacja „Nędzników” (BBC, 2018) – pierwszy odcinek. Garść uwag

Najnowsza ekranizacja „Nędzników” produkcji BBC zapowiadała się z przytupem.

Podobno już od 2016 roku. Było tych ekranizacji już mnóstwo, ale ta miała być inna. Scenarzysta Andrew Davies („Wojna i pokój”) zapowiedział, że oprze się na „materiale źródłowym”. Odetchnęłam z ulgą, czytając to, bo na jakim niby materiale miałby się oprzeć? Jak stwierdził, musical, z którym wiele osób tę powieść kojarzy, „nie obejmuje całości i przekazuje tę historię w sposób fragmentaryczny”. Nowina. Ale on obiecał, że nie będzie robił kolejnej wersji musicalu, lecz film wierny powieści Hugo. Byłam więc pełna nadziei. Ale oczywiście i obaw.

Od niedawna dostępny był już zwiastun, ale nie mogłam dowiedzieć się dokładnie, kiedy premiera. Tymczasem okazało się, że pierwszy odcinek jest już ukończony i dostępny w sieci z polskimi napisami. Dowiedziałam się o tym dzięki Ervishy, której bardzo dziękuję za namiar na film 🙂 Ervisha zaproponowała mi także, żebym napisała o wrażeniach z tego odcinka. Spróbuję to zrobić.

Nie jest to oczywiście nawet próba prawdziwej recenzji, bo trudno takową pisać na podstawie jednego odcinka, ale garść uwag.

Przypomnę, że ‚Nędznicy” to historia byłego galernika, który czyni dobro i urasta niemal do roli świętego, a mimo to jest bezwzględnie ścigany przez inspektora policji. Akcja toczy się w 1. połowie XIX wieku.

W owym pierwszym odcinku widzimy przeplatające się losy naiwnej, młodej Fantyny (Lily Collins), którą zepsuty młodzieniec uwodzi przy użyciu najbardziej ogranych chwytów, a następnie porzuca, i Jeana Valjeana (Dominic West), na pół zdziczałego więźnia galer, a później świeżo zwolnionego więźnia, noszącego w sercu nienawiść do społeczeństwa. To oni są głównymi bohaterami tej części. Prócz nich już teraz poznajemy także: pana Pontmercy (Henry Lloyd-Hughes), żołnierza napoleońskiego, weterana spod Waterloo, którego teść z powodu różnicy poglądów politycznych pozbawia kontaktów z synkiem; pana Gillenormand (David Bradley), tegoż teścia, zapamiętałego rojalistę; Mariusza (synka), malutkiego, ślicznego chłopczyka o wielkich oczach, któremu dziadek każe powtarzać, że „Napoleon był łajdakiem”; Thenardiera (Adeel Akhtar), który okrada Pontmercy’ego pod Waterloo. Spotykamy się także z Javertem (David Oyelowo), fanatykiem dzielącym ludzi na dwie grupy: tych, którzy służą władzy, i tych, którzy służą przestępstwu. Te wszystkie postacie będą kluczowe w dalszym ciągu opowieści.

Zwiastun

Moje wrażenia? Pozytywne. Podobało mi się to przeplatanie losow kilku bohaterów już na wczesnym etapie ich życia, na przykład pokazanie Mariusza, gdy jeszcze był malutkim chłopcem i maleńkiej, rocznej Kozety w ramionach matki. Na tle innych ekranizacji (widziałam trzy i fragmenty czwartej – musicalu) ta wyróżnia się również tym, że chyba nieco szerzej pokazano postać Fantyny, a na pewno wątek jej paryskiego życia i jej romansu, który był dotąd traktowany raczej po macoszemu w adaptacjach ze względu na ograniczenia czasowe. Tutaj jednak mamy do czynienia z sześcioodcinkowym serialem, a więc tego czasu jest więcej. Daje to szansę, że fabuła Hugo w ogóle zostanie potraktowana dość obszernie. Budzi nadzieję na to, jakie inne sceny, dotąd pomijane w adaptacjach, mogą się jeszcze tu pojawić. Może dyskusje Przyjaciół Abecadła? Trochę więcej o dorastaniu Kozety? Więcej o klasztorze? Więcej o rozwoju Mariusza? Rozbudza to apetyty miłośników prozy Hugo. Obyśmy się nie zawiedli. Jak będzie, zobaczymy w kolejnych odcinkach.

Twórcy jak na razie pozostają dość wierni powieści, wypełniając oczywiście tylko niekiedy „puste miejsca” na przykład dialogami, całkiem udanymi. Nie modernizują też w jakiś rażący sposób klimatu opowieści ani nie wypaczają – na razie – charakterów postaci stworzonych przez Hugo. Tempo opowieści nie jest zbyt szybkie, co też trzeba chyba zapisać na plus.

Chcę się jeszcze odnieść do tego, że rolę Javerta gra ciemnoskóry aktor, bo trudno nie wspomnieć o tak oryginalnym pomyśle. Kiedy wcześniej już oglądałam materiały z filmu, byłam tym mocno zaskoczona. Uznałam to za zbyt drastyczną ingerencję w świat przedstawiony Hugo. Po opatrzeniu się trochę z aktorem, już w trakcie oglądania odcinka, przyzwyczaiłam się do tego pomysłu. Nadal jednak uważam, że była to niepotrzebna demonstracja. Co nie przeszkodzi mi oceniać tego aktora wyłącznie po tym, jak tę rolę zagra.

Co jeszcze można dodać? Po jednym odcinku niewiele więcej. Czekajmy na ciąg dalszy, pełni najlepszych nadziei.

Źródła zdjęć: tutaj, tutaj, tutaj, tutaj.

Zdjęcia w kolejności rzędami od góry do dołu, od lewej: 1. rząd: Valjean z biskupem, Valjean, Felix- kochanek Fantyny, Kozeta z Mariuszem, Kozeta. 2. rząd: Thenardierowa, Mariusz, Javert, pan Pontmercy. 3. rząd: Fantyna z córeczką, pan Gillenormand, Fantyna.

***

Postanowiłam napisać jeszcze parę slow o moich wrażeniach na temat obsady, choćby wyglądu aktorów. Valjeana akceptuję. Javerta, tak jak pisałam, po opatrzeniu się zaakceptowałam. Fantyna jest urocza i może być, chociaż nie ma jasnych włosów, no ale nie bądźmy aż tak drobiazgowi. Pan Pontmercy (ojciec Mariusza) podoba mi się BARDZO. Biskup Myriel średnio. Pan Gillenormand w porządku. Malutki Mariuszek, tak jak wspomniałam, jest przesłodki. Thenardierowie… Panią znamy na razie tylko z wyglądu, pokaże się dopiero w następnych odcinkach… Jakoś trudno mi na razie się odnieść, trzeba chyba zobaczyć, jak się sprawdzą aktorsko. Wstępnie akceptuję Thenardierów 🙂 (Nikt nie dorówna Thenardierom z 1982 roku, oni byli tak potworni, że po prostu wspaniali!) Dorosły Mariusz jest słodki. Kozeta jest piękna i wydaje mi się, że ma ten szczególny kobiecy urok, który miała bohaterka. Enjolras, którego też na razie znamy tylko ze zdjęcia… Enjolras miał być anielsko piękny. Chyba jeszcze w żadnej ekranizacji nie spotkałam Enjolrasa, który byłby wystarczająco anielski. Ten jest ładny. To musi na razie wystarczyć. To tyle moich uwag na temat obsady.

Przy tej okazji przypomnę jeszcze kilka najsłynniejszych i najwybitniejszych ekranizacji „Nędzników”. Przy tych, które oglądałam, dopiszę choć po jednej mojej uwadze. Otwarcie przyznaję, że z wyjątkiem ekranizacji z 1982 roku oglądałam je dość dawno i nie pamiętam szczegółów, tylko ogólne wrażenie, jakie odniosłam. Chętnie się zgodzę, że to wrażenie mogło być fałszywe lub że mogło już mi się zatrzeć w pamięci.

  • 1958, reż. Jean Paul Le Chanois (z Jeanem Gabinem jako Valjeanem i Bernardem Blier jako Javertem)
  • 1978,  reż. Glenn Jordan (z Richardem Jordanem jako Valjeanem i Anthony’ m Perkinsem jako Javertem)
  • 1995, reż. Claude Lelouch (z Jean-Paulem Belmondo)

To jedynie wariacja na temat, inne spojrzenie na powieść Victora Hugo, film inspirowany nią. Dzieje się m.in. w czasie II wojny światowej.

  • 1998, reż. Billie August (z Liamem Neesonem i Geoffrey’em Rushem)

Oglądałam. Film dobry, jednak pokazuje niecałe losy Valjeana.”Obcina” cały smutny koniec jego życia, rozstanie z Kozetą itd. Tak więc nie są to właściwie „cali” Nędznicy Victora Hugo i wydźwięk historii się zmienia.

  • 2000, reż. Josée Dayan (miniserial, z Gérardem Depardieu i Johnem Malkovichem)

Z tego filmu pamiętam śliczną Kozetę, odtwarzaną przez Virginie Ledoyen. Mnie się film nie podobał z tego względu, że twórcy doczepili Valjeanowi i scenom z nim jakieś niewczesne poczucie humoru, które zmieniało wydźwięk tej postaci. Przemiany moralnej bohatera też nie potraktowali do końca poważnie. Szkoda. Błąd.

  • 2012, reż. Tom Hooper (adaptacja musicalu, z Hugh Jackmanem i Russellem Crowe.) Tę ekranizację oczywiście wielu zna, a chyba wszyscy o niej słyszeli. Moja ocena: jak to musical, spłycone, fragmentaryczne, poszatkowane. Nawet nie może pretendować do tego, żeby oddać głębię tej powieści.

Jeszcze raz dziękuję kochanej Ervishy, bez której nie obejrzałabym tego odcinka. Również za inspirację do napisania tego posta ❤

 

***

Nędznicy, 2018-2019, miniserial, 6 odcinków, prod. BBC
Reżyseria: Tom Shankland („Ripper Street”, „The Missing”)
Muzyka: John Murphy

Dominic West – Jean Valjean
David Oyelowo – Inspector Javert
Derek Jacobi – Biskup
Lily Collins – Fantyna
Johnny Flynn – Felix Tholomyès
Henry Lloyd-Hughes – pan Pontmercy
David Bradley – Gillenormand
Adeel Akhtar – Thénardier
Olivia Colman – Thénardierowa
Erin Kellyman – Eponina
Alex Jarrett – Azelma
Donald Sumpter – pan Mabeuf
Ellie Bamber – Kozeta
Archie Madekwe – Courfeyrac
Josh O’Connor – Mariusz Pontmercy
Joseph Quinn – Enjolras

 

 

Reklamy

27 myśli w temacie “Najnowsza ekranizacja „Nędzników” (BBC, 2018) – pierwszy odcinek. Garść uwag

  1. Nie wiedziałam o nowej ekranizacji. Świetnie o niej napisałaś i bardzo mnie zainteresowałaś. Przyznam, że zupełnie nie rozumiem pomysłu obsadzenia ciemnoskórego aktora w roli Javerta. Próbowałam się domyślić, ale nic sensownego nie przeszło mi do głowy (nic za).
    Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bo to nie ma sensu. Chcąc oglądać ten film bez ciągłego denerwowania się, trzeba się z tym po prostu w pewnym sensie pogodzić. (Ale swoje zdanie można mieć :-)) Edytowałam jeszcze post i dopisałam takie uwagi-wrażenia, jak mi się podoba reszta obsady.
      Bardzo dziękuję za dobre słowo, Skarlet, i cieszę się, że Cię zainteresowałam 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. No tak, przykro mi, naprawdę. Ponownie przeżywam tę przykrość razem z Tobą 🙂 Bo prawda jest taka, że ten tekst – „Nędznicy” – nie jest ich, twórców filmu, własnością, z którą mogą sobie robić, co chcą. Właścicielem tej książki jest pisarz. A nawet, jeśli, już nie żyje on i wszyscy spadkobiercy praw autorskich, to jeszcze „współwłaścicielami” tej książki jesteśmy my, wszyscy jej wielbiciele. Więc takie pomysły po prostu są nie fair. Ale nie ma sensu walczyć z wiatrakami, bo i tak nie wygramy. Ja specjalnie starałam się wygasić emocje i traktować to po prostu z przymrużeniem oka. Tobie też to radzę. W ostateczności powiedz sobie: to tylko film. 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  2. Nie masz za co dziękować. Miło mi i ciesze się, że mogłam podsunąć Ci ten film – informację, że już jest dostępny. Twój wpis przeczytałam dwa razy z ogromnym zainteresowaniem. Uwielbiam takie wpisy. Napisałaś z serca, prosto, jasno, szczerze i mimo iż to tylko jeden odcinek rzetelnie. Sprawiłaś mi ogromną radość i wielki prezent na prawdę… i zachęciłaś aby obejrzeć pierwszy odcinek 🙂

    Odnośnie obsadzania czarnoskórych aktorów to wydaje mi się, że tutaj reżyser niekiedy nie bierze koloru skóry pod uwagę a to czy aktor po prostu sprawdzi się w tej roli – każdy reżyser ma swoją wizję, tak samo jak własną wizję ma widz i czasem ta wizja i opinia zmienia się w trakcie trwania serialu (tak było z Koroną Królów – czytałam opinię, że ludzie zarzucali to iż aktorzy nie potrafią grać, że drętwo, nijak a po kilku odcinkach to, że się wyrobili – niektórym nawet było przykro, że odchodzą i się zmienili). Kwestia tego co mamy w głowie a po części również przyzwyczajenia 😉 Ja nie będę oceniać jak zagrał – nie czytałam powieści (jeszcze), więc cięzko będzie mi się ustosunkować 😉
    Jest i Lilly Collins… albo to kwestia sukienki albo troszkę nabrała kształtów po roli w „Aż do kości” 😉

    Jeszcze raz nie masz za co dziekować. To radość dla mnie, tak samo jak ten wpis. Będe wypatrywać kolejnych w każdej tematyce…. jak również Twoich refleksji o serialu – za jakiś czas kiedy już będzie można więcej napisać 😉

    Polubienie

    1. Bardzo Ci dziękuję, kochana, za przemiły komentarz, i za docenienie wpisu.
      Wiesz, jeszcze co do tego Javerta – reżyser oczywiście własną wizję może mieć, ale tutaj chodzi o adaptację literatury, i to sławnego i uwielbianego dzieła, więc obsadzenie ciemnoskórego aktora w roli bohatera, który nie był ciemnoskóry,. to po prostu poważna zmiana faktograficzna,, ingerencja w świat przedstawiony. Tutaj twórcy filmu nie do końca mają prawo robić to, co im się podoba. Realizując swoją wizję, niszczą czyjąś wizję – autora. A on ma też swoje prawa. To on jest twórcą tej historii. Jemu zawdzięczają filmowcy tę opowieść i tych wszystkich bohaterów. Mogliby być bardziej lojalni. Ale już nie chcę ciągnąc tego tematu w nieskończoności. Ja już zaakceptowałam Javerta, bo nie zamierzam walczyć wiatrakami i irytować się niepotrzebnie.

      Polubienie

      1. Ciężko nie docenić tego wpisu… na prawdę. Niby jeden odcinek a tyle myśli, refleksji i pracy – serca włożyłaś w ten wpis i tyle napisałaś. Masz talent :*
        Masz rację i tutaj pojawia się jedno podstawowe pytanie – czy serial na pewno jest ekranizacją, czy adaptacją lub na motywach. To istotne. Jeśli ekranizacja to chyba nie powinno mieć to miejsca – jeśli adaptacja/na motywach to reżyser miał do tego prawo (tak jak w przypadku „Kamieni na szaniec” – swoją droga nie podoba mi się ta adaptacja, nawet jeśli to adaptacja). Czy w takim wypadku to rzeczywiście ekranizacja? Bo tak jak piszesz to już ingerencja w wizję autora. Jeśli okaże się (z kolejnymi odcinkami), że reżyser pozmieniał zbyt wiele, to chyba jednak to nie będzie ekranizacja. Szkoda, że reżyser nic o tym nie napisał. A moż gdzieś w internecie jest jakiś artykuł na ten temat tylko nie u nas? A może ta czarna skóra ma podkreślić charakter postaci? Tutaj strzelam bo nie czytałam powieści…

        PS Do myślenia dał mi również komentarz osoby poniżej 😉

        Polubione przez 1 osoba

      2. Wiesz, to już właściwie nie tylko ingerencja w wizję autora, ale w realia historyczne, bo ciemnoskóry człowiek nie mógł być wysoko postawionym policjantem we Francji w tym okresie. Więc ta cała zmiana w ogóle traci sens i staje się tylko, tak jak pisałam, pustą demonstracją. To już może nie tyle wizja reżysera, tylko, jak napisał ktoś w komentarzu, taki ogólny trend.

        Polubienie

      1. Wiesz, tak jak pisałam, starałam się odnieść do tego filmu, pomijając ten szczegół, i oceniać go na spokojnie. Ja już przeszłam nad tym do porządku dziennego i patrzę po prostu na ogólną wizję. Jak wspomniałam, ogólne wrażenie z tego odcinka mam takie, że jest OK.

        Polubienie

  3. Pierwowzorem Jarveta dla Hugo był Franciszek Vidocq – złodziej, były galernik (!), wielokrotny uciekinier z więzień, następnie policjant i pierwszy detektyw w dziejach policji (vide: „Empirowy pasjans” Waldemara Łysiaka). Ale jest taki „trynd”, że nawet w ” Księciu złodziei” z 1991 r. najlepszym kompanem Robin Hooda (Kevina Kostnera) był śniady saracen (Morgan Freeman), a nie Mały John;)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pięknie dziękuję za wspaniałą informację!
      Oj tak, jest „trynd”, tak że, oglądając niektóre filmy, aż nieraz się zastanawiam, czy oni parytety jakieś muszą wypełnić, czy co? 😉

      Polubione przez 1 osoba

  4. Cudowna recenzja 🙂 naprawdę, muszę przyznać że wszystko to wygląda bardzo ciekawie i zachęcająco 🙂 Kiedyś, kiedy byłam mała moim największym marzeniem było zostać reżyserem, więc potrafię zrozumieć to, że reżyser potrafi mieć swoją własną wizję 😀 wspaniały wpis!
    Pozdrawiam ciepło ♡

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję, kochana Ayuno! ❤ Też mnie kiedyś troszeczkę pociągał zawód reżysera, więc dobrze rozumiem to, że mogłaś mieć takie marzenie. Strasznie ci dziękuję za miłe słowa! 🙂

      Polubienie

      1. Chętnie obejrzałabym film twojego autorstwa, ja niestety nigdy nie miałam możliwości nagrania czegokolwiek, ale próbowałam pisać scenariusze a także tworzyłam własne historie 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      2. Oj, moje ciągoty reżyserskie też pozostawały zawsze tylko w sferze teorii. Lubiłam sobie w myślach układać obsady filmów na podstawie książek, wiesz, kto ze znanych mi aktorów zagrałby którego bohatera 🙂 Taka zabawa 🙂
        A mnie interesują Twoje historie. Zapisywałaś je gdzieś?

        Polubienie

      3. Tak, zapisywałam. Pisałam opowiadanie od podstawówki, miało chyba dwie serie po 200 rozdziałów i wszystko przepadło kiedy to komputer się zepsuł. Chciałam napisać je od początku, po latach ale nie bardzo mam czas 😀

        Polubione przez 1 osoba

      4. Ojejku, straszna szkoda! Żal, że nie udało się tego odzyskać! Bo jednak to, co napisze się za pierwszym razem, jest zawsze najlepsze. Poza tym później dochodzi, właśnie tak jak piszesz, brak czasu i tak dalej. Życzę Ci, żebyś napisała jeszcze dużo fajnych rzeczy 🙂

        Polubienie

  5. Bardzo mnie zainteresowałaś tym serialem. Chyba się za niego zabiorę. 🙂

    I zgadzam się z Tobą. Są pewne postacie, które powinny być zgodne z oryginałem. I z możliwościami danych czasów. Strasznie nie lubię wszelkiej „poprawności” na siłę – ludzie, to już nie te czasy! Wszyscy wiemy co to tolerancja, równouprawnienie itd. Nie trzeba w KAŻDYM filmie czy serialu tego podkreślać. Zdecydowanie wolę, gdy dzieła tego typu trzymają się realiów historycznych.’

    To trochę jak z wspomnianą już w komentarzach „Koroną Królów” – mam znajomego, zapalonego historyka. Przestał oglądać ten serial, gdy pojawiła się w nim w którejś potrawie papryka, której wtedy jeszcze na stołach nie było. 😉 Ja nie zdzierżyłam kostiumów, też nie przebrnęłam poza drugi odcinek…

    Polubione przez 1 osoba

    1. No tak, są takie zmiany, które trudno jest zaakceptować. Ja już po prostu, tak jak już wspomniałam, „wrzuciłam na luz” z tym Javertem i zwracam uwagę na inne rzeczy. Gdybym miała ciągle się tym denerwować, to nie byłabym w stanie tego oglądać. A szkoda by mi było, bo jednak jestem ciekawa tej nowej wersji. Ale nawet jestem mile zdziwiona tym, że sporo osób ma na ten temat takie zdanie, jak Ty i ja, takie rozsądne zdanie, tak bym je nazwala. Bo faktycznie udowadnianie w dziele artystycznym swojej tolerancyjnej postawy wbrew realiom historycznym i w ogóle wbrew wszystkiemu zakrawa już trochę na głupotę. Ale cóż, w takim świecie żyjemy i tak jak pisałam, ja staram się traktować to z przymrużeniem oka.
      Bardzo Ci dziękuję za komentarz 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s